Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karolina Olszewska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karolina Olszewska. Pokaż wszystkie posty

11 wrz 2010

Opinia p. S. Jurkowskiego na temat wiersza "Wyspa tajemnic / na podst. filmu Martina Scorsese/" - Tomasza Zawadzkiego




"Wyspa tajemnic /na podst. filmu Martina Scorsese/" - Tomasz Zawadzki





szkielet nie może odejść
w bloku B zostały jeszcze buty

ludzie duchy
opętani lękiem
przykuci do miejsca
wypatrujący z nadzieją
jednej chwili poczytalności
pośród pozostałych złudzeń

V symfonia Mahlera
wywołuje napięcie
wstrząsające
obrazy kolejno wyławianych
odsłaniają listę nieobecności

światło latarni
(w)puszcza okiem
wwierca się w mózg
poddając lobotomii

Opinia:

Może być, ale to z kolei przykład wiersza inspirowanego konkretnym dziełem. Tego typu poetyckie komentarze rzadko się udają. Inspiracja jest czymś innym. Po prostu autor przenosi pewne elementy w swój indywidualny świat i wtedy staje się to intrygujące. Tutaj, pomimo dosyć zręcznego zapisu, wiersz pozostawia nas obojętnymi.

6 kwi 2010

"Ona" - Karolina Olszewska



za każdym razem kiedy znów mnie
rozbierasz układam się płasko na całej
powierzchni pragnień
naga nie muszę być szczera wystarczy
że mam ciało
ciałem nie muszę ufać wystarczy
że pragnę

możesz wkradać się jak złodziej
jak mężczyzna rozrywać mnie siłą
uległa nie potrzebuję krzyczeć wystarczy
że jestem
będąc nie potrzebuję się wstydzić wystarczy
że czuję

kiedy się skulisz potrafisz być moja
jak głośno wymówiona przysięga
wtedy cię kocham

jeszcze noszę na palcu jedno
z twoich słów codziennych i bywam
przydatna
potrafię być twoja mimowolnie
jak chleb smarowany masłem
połykać lepką ślinę osamotnień

kiedy się skulisz potrafisz być piękna
wtedy cię kocham

nie muszę ci wierzyć wystarczy
że pamiętam
mój pierwszy sufit też był niebieski

"Kawa" - Karolina Olszewska



jeśli odchodzić to tylko w pośpiechu
bez słów i pocałunków
żeby nie było czego wspominać
milcząc przez drzwi niedomknięte
jak zmęczone oczy wracać
na chwilę
po kromkę chleba i łyk kawy
pachnącej podobnie do nadziei na wiosnę

najlepsza była ta poranna
gorąca i gorzka jak rozchylone usta mężczyzny
podane do łóżka
w oczekiwaniu napinałam skórę
i stawałam się najpiękniejsza
pamiętam smak tamtej kawy
i zapach tamtego ciała

jeśli się budzić to tylko za późno
o jedno gwizdnięcie czajnika
tak by nie było się z czego tłumaczyć
nad filiżanką czarnej parzonej żałować
że już nie powinnam czekać
i pięknieć

23 maj 2009

"Z pokorą ?" - Karolina Olszewska



zanim się odkryję
i cała opadnę chropowatością ciała
mów do mnie o ciszy
o nocach które przeminą w spokoju
i ukojeniach które nadejdą
jeszcze jestem spiętrzoną falą
rozpędzona nie wiem jaki mur
mógłby mnie rozbić

moja nagość jest płaczem odnalezionym
w tłumie ludzi czujących tylko siebie
po korytarzu wędrowałam zimna
prawdziwa jak samotność wypływająca ze ścian
i drżenie okrywające bladą skórę
po strachu spaceruję przy tobie


ostatnio więcej marznę
muszę być wierna tym którzy nie mogą
rzucać kamieniami
i nie potrafię się modlić bo słowo zawsze
kończy się na amen

ale ty mów do mnie o macierzyństwie
które po latach się nie rozpadnie
jak któraś obietnica i jakieś zapewnienie
mów o miłości którą się jest
siedząc przy szpitalnym łóżku
i o pewności którą się będzie
odchodząc

może przestanę grzeszyć zwątpieniem

16 lut 2009

Ostatecznie


niewiele się zmieniłam choć
poprzedniego życia nie pamiętam
staję się rozgwiazdą zawsze
gdy chcesz wmówić we mnie przyszłość
słyszałam że można ją odnaleźć
we włosach z których wynika
obecność

wszędzie je gubię jakbym instynktownie
znaczyła teren
pomiędzy rodzinami pulsuję swoim
niedomówionym kształtem ciała
i szukam żeby
nigdy nie odnaleźć własnego wytchnienia
a z obłędu przyrzeczeń nic nie wynika

niewiele wiem o tapetach kryjących lęki choć
sama zasłaniam koszmary wędrujące po ścianach
pamiętasz
musimy dorośleć
w moim świecie już jesteś ojcem jakby
dom tworzył się od płochej myśli która
wstydzi się samej siebie

na wszelki wypadek uczę się na pamięć
i że cię nie opuszczę aż do śmierci
ty przecież nie staniesz mi w gardle jak krzyk
dziecka zmuszonego do walki z ostrym zapachem
kieliszka

Krzyk szóstego


dzieli nas
świat oplatany minutami dni
z których ratujemy się cichym
przymykaniem drzwi
nie muszę się zmieniać żeby
trzaskać za sobą zamysłami
niedojrzałych wojenek

nie staram się a i tak
drążę dziury niewyspanych oczu
pomiędzy dwoma pokojami
jak kolumna stojąca w złym miejscu
blokuję przejście pokutującym
rozgrzeszenie jednak nie nadchodzi

grzech przerósł modlitwę
wódka nieuczciwy seks i jakaś
kobieta z milczeniem pod skórą
teraz tylko czysta
odbija się uporczywym bólem brzucha
a filar kobiecości na myśl o lateksie
nieśmiało opuszcza głowę
w dół
do własnych wyobrażeń życia
i cudzych receptur na spokój

pamiętam ją stojącą przy dziecku
pierwszej komunii
powtarzała za księdzem
nie rań kochaj nie cudzołóż
a z szarej twarzy kruszyło się dumne zawzięcie
pogardy jak
siedem grzechów głównych

Genesis


widziałeś mnie kiedy szłam
nocą krzepnąc w krokach życia
jak skulona pod cudzą dłonią
pęczniałam oddechem przepaści
ziemia uciekająca spomiędzy palców
zaczynała marznąć ostatnią zaśnieżoną zimą

dopóki ja nie zobaczyłam ciebie

słuchałeś mnie kiedy śpiewałam
o gniazdach pełnych porzuconych piskląt
gdy z chropowatości skóry wybierałam
łuski zasmuconych odpowiedzialności
za dom
za dzieci których nie umiałam urodzić
za modlitwy których nikt nie wypowiedział

przez lata burzyły się światy
roztańczonych powiek i małych nieobecnych
rączek mieszczących w sobie tylko skrawek
palca dorosłości

dopóki nie usłyszałam ciebie
nie wiedziałam że mogę być matką
setek nie dokończonych wierszy i jednego
okrytego ciszą prawdziwego spazmu narodzin
że mogę mieć ciało którym nie jestem
oczekując bólu z niecierpliwością
godną pierwszego wypowiedzianego głośno słowa

jestem

Granica


różnimy się i dlatego
nie można nas dosięgnąć
a przecież jeszcze nigdy nie byłam tak
podobna do ciężaru tej dłoni którą
poruszamy w rytm oddechu

moja nieruchomość
mogła cię dotknąć w stanie
największego uniesienia i opaść
staromodnie
w proste pożądanie ciała
a jednak nie zsunęła się poniżej
jedynego kształtu piersi
męskiej z której nie popłynęło mleko

zauważyłeś że palce zawsze są nagie
i ciągnąc za sobą rozkładającą się ciszę
nigdy nie przekraczają progu chwili?


odległość którą przemierzamy nie smakuje słodko
ani cierpko jak usta pokonujące skrawki skóry
a przecież nie możemy być dalej
niż o mrugnięcie przytulenie
niż o dreszcz nieopanowanej zimy
lubiącej się skradać pod płaszczem

różnimy się ale tylko pobieżnie
w kształtach i myślach bezbronności
nic nie staje pomiędzy nami
tylko ta odległość
ona nie smakuje wcale

zupełnie jakby była strachem różnimy się i dlatego
nie można nas dosięgnąć
a przecież jeszcze nigdy nie byłam tak
podobna do ciężaru tej dłoni którą
poruszamy w rytm oddechu

Tworzenie


pamiętasz
wyrosłam ze ściany którą
cegła po cegle z twardości rozbierałeś
a może właśnie kleiłeś
w cement najtrudniejszych słów

rozkładam się w siebie
tobie podaję zupełnie
jakbym nigdy nie była z sufitów
tych białych i niebieskich
czasami zielonych
jak kolor człowieka którego nie doznałam

pamiętasz
plątałeś się we mnie
niby w firance powieszonej bez pozwolenia
a teraz leżę pod kołdrą
podwójna

rozłożona rozleglej niż karnisz od podłogi
dziś drążę cię i wiercę
na znak pojednania