Do Ciebie co dnia
Kiedy życie boli
Idę jak dziecko
Tulę się powoli
W skrzydła twej opieki
Dzisiaj ciężki oddech
Zroszonej powieki
Bije smukły obraz
Cedzonego słowa
Wczoraj głos żebraka
Trąconego butem
Przeniknął na strzelca
Przecudnym szkorbutem
Do Ciebie co dnia
Kiedy życie boli
Idę jak dziecko
Tulę się powoli
W skrzydła twej opieki
Dzisiaj ciężki oddech
Zroszonej powieki
Bije smukły obraz
Cedzonego słowa
Wczoraj głos żebraka
Trąconego butem
Przeniknął na strzelca
Przecudnym szkorbutem
czemu twarz
pokrywasz rosą
gdy wokół szklana radość
dlaczego po kamieniach
trącając wspomnienia
stąpasz
czy szukasz westchnienia
o zmierzchu
po twarzy mnie trąca
szum nidziańskiej wody
co o brzeg uderza
z Góry świętej Anny
kiedy człowiek młody
spogląda inaczej
piękno zboża łąki
zgiełk targu poranny
i pląsane dzwony
z Mirowskiej Madonny
gwieździstej korony
Niewinnie spoglądam
na powiędłe liście
kamienie pod butem
trzymają fason
rzeki pokryte krą
trzeszczą w uścisku
kiedyś przyjdzie wiosna
jak złodziej niespodzianie