Intymnie,
Krawędź po krawędzi,
Składam
Z moich myśli origami,
W nadziei, że odrzucę twarz Persony.
Wtedy!
Dryfujący, piękny, wielobarwny motyl,
Powiedzie mnie
Do centrum wszechświata,
Gdzie miłością czas płonie.
I rozedrga
W zakamarkach mojej duszy,
Delikatnie,
Światłym skrzydlatym pyłem,
Zimne, okryte cieniem przestrzenie.
4 mar 2009
Szlakiem Starego Mędrca
Spleen
postać przy kontuarze.
zdumiona, choć może
jak kiedyś – nie, jakby
bardziej zmęczona o zamglonych oczach
oddycha choć martwa, o tak.
to była za długa godzina
o te kilka zdań,
które roztrzaskały się o opary ducha
w pokoju wypełnionym
czterdziestopięcioprocentową zjawą.
przy stole pusto i cicho
a wokół niego,
morze bitego szkła.
i Nadzieja gdzieś pod sufitem
karcona śmigłami wiatraka.
to była za długa godzina,
nie warta tych wszystkich zmian,
przez chwilę coś się tliło.
jednak kilka pijanych zdań i...
przecież umierała od lat.
Za kurtyną powiek
obserwuję cię -
schowany pod parasolem nocy
z gwiezdnym pyłem chwytam czas,
zasłonięte mruczy światło - maluje akt.
siedzisz ciepłym tchnieniem
bursztynowej lampki otulona.
płonące myśli między udami
rozkosznie pielęgnujesz,
wspomnieniem ostatniej nocy
namaszczasz swój świat.
obmywając wstyd, wartkim
z brązowej studni strumieniem,
srebrnym wzrokiem
z okna płyniesz w mgłę.
w lepkim mroku
wilgoć ciepłem dusi,
nasłuchujesz,
znajomego odgłosu kroków.
zmoczony mżawki dreszczem
twarz w dłoniach chowam,
łapię szybko dech, pragnę znów
zanurzyć się w twoim ciepłym świetle.