"marzec. częściowe puszczanie lodów"- Arleta Cłapa
nielegalnie. zaglądamy pod fałdę wody
by czuć jej intymny zapach, szumy w zgięciu łokcia.
sprawdzamy czy z dna widać księżyc, czy ciało ma brzeg,
gdy myli kroki za polską, aż do zagłębia ruhry. wódka
zmienia się w mobbera. przelewamy, wróżymy z imion
ulic, rozżarzonych okien, jakby po ich otwarciu
miał wybuchnąć dzień. pod latarnią kiermasz.
w pokutę kac i żona, domagająca się odszkodowania.
może wraz z deszczem wypłynęło niebo, a wodospad
krzyczy, gdzie złamana rzeka, próbuje zawrócić?
Opinia:
Taaaak, o Pani Arlecie możemy jeszcze nieraz usłyszeć. Buduje ona swój wizyjny świat konsekwentnie; przede wszystkim ma ten świat, co nie wszystkim piszącym się zdarza. Jest jakaś metafizyczność w tym obrazie, jakaś tajemnica, coś onirycznego i żywiołowego; jest znakomicie to, co nazywam „urodą wiersza”. Enigmatycznie piękna przyroda podszyta jest tu realiami życia i świata – i ten melanż wypadł bardzo naturalnie i intrygująco. Brawo; ode mnie same superlatywy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz