17 lip 2009
Opinia Piotra Kaczorowskiego do opowiadania Dagmary Mindy : "Tryptyk z okresu przejrzewania (cz. 1): WSZELKA PRZYZWOITOŚĆ
13 lip 2009
Poeci i poetki do piór!
mam miłą wiadomość dla tych, którzy chcieliby zamieszczać swoje teksty nie tylko w wirtualnym świecie. Pan redaktor nowego pisma "Znaj" (nb. bardzo ciekawego), Krzysztof Bieńkowski otwiera przed nami łamy swojego pisma, oczekując na teksty o tematyce : "JPII-wiara" - oczywiście w bardzo szerokim rozumieniu tego określenia ( JPII traktowanego także, jako symbol, łączność pomiędzy wszelkimi religiami, wyznaniami). Proszę o przesyłanie swoich wierszy (max. 3) na mój adres mailowy (annanogaj28@gmail.com), a ja wybiorę i prześlę do Pana Krzysztofa. Do wierszy proszę dołączyć kilka słów o sobie. Najlepiej by było, aby termin nadsyłania prac został zamknięty wraz z dniem 30 lipca. Zerknijcie sobie na stronę pisma, gdzie znajdziecie więcej informacji.
serdecznie pozdrawiam!
Anna Nogaj
4 lip 2009
„Życie” - Magdalena Rylska
Dzień po dniu, warkot budzika
doprowadza umysł do czystego szaleństwa.
Pierwszy łyk powietrza nowego poranka
wywołuje poczucie chęci błogiego lenistwa.
Chcesz jeszcze pływać w ciepłej pościeli,
snuć fantazje minionej nocy sierpniowej.
Jednak rozgrzany budzik nie pozwala
zagłębić się w Twojej wizji kolorowej.
Biegniesz jak co dzień po przeznaczenie,
mijając ludzi tak obcych boleśnie.
Brakuje tchu by tak biec dalej
marzyć już możesz tylko we śnie.
„Przymrużam oczy...” - Magdalena Rylska
Przymrużam oczy gdyż pragną cienia.
Wytarte obrazy męczą źrenice.
Niczym promienie letniego słońca
płonące w niebie wyraźnie bez końca.
Przymrużam oczy i widzę Ciebie.
Radość ogarnia me serce.
Niczym spłoszona łania uciekam
lecz w Twoją duszę mocno wnikam.
Przymrużam oczy bo czuję zapach.
Słodko wiruje wokół twarzy.
Już nie potrzebuję snu...
bo przecież jesteś w mym mirażu.
„Co dalej...?” - Magadalena Rylska
Mówisz coś do mnie....
Delicje na stole i herbata z cynamonem,
której wiesz, że nie lubię.
Cerata w kwiatki i tłuste serwetki,
w które wycieram swe dłonie.
Lepka podłoga i brudne szyby,
przez które patrzę codziennie.
Spalone zapałki i rozlany olej na szafce,
jak żółć, która wypala wnętrze.
I Twoje oczy jak te zapałki zgaszone,
smutne, zszarzałe, mówiące...
nie wiem co dalej...
Magdalena Rylska
Magdalena Rylska, urodzona 04.09.1980r., w Kielcach. Pedagog i anglistka z wykształcenia. W wolnym czasie uwielbiam poświęcać się zagadnieniom z psychologii, pekińczykom i poezji.
"(...)dziesiąt ileś wersów wyjętych z roz(coś tam) kartek kalendarza" - Marek (Ciućka) Olszewski
Zgubiłem tysiąc dłoni, dotyk,
słuch rozchodzący się po kościach.
Ten sam, który piszczele macerowały w czarny atrament
i wylewały kroplami słów.
Zgubiłem oko czoła,
spojrzenie w głąb macicy skały, ziemi słońca
i ciała każdej wykorzystanej chwili
(bo to były tylko chwile).
Nawet klepki parkietu nie są już takie same.
Nie chodzę już boso,
nie kaleczę stóp o szkiełka kolorowych wieczorów,
noże wystawiające ostrza poprzez wąskie szczeliny
i słoje pulsujące wolno zabijającym arszenikiem.
Bestia ze sceny trzech teatrów nie jest już kobietą rodzącą,
nie rozkłada nóg dla gwałtu
i nie spija krwi z drobnych ramion, żeber i obojczyków.
Bestia nie jest już nawet ojcem-trumną,
a córka... Teraz już patrzy tylko z odległej przeszłości.
Kartki opadły ze ścian jak jesienne liście,
słowa spełzły, pozostawiając za sobą ślimaczy śluz,
a Bóg (ten z czwartego piętra) się wyprowadził.
Tak. Wyprowadził się, bo nie mógł znieść,
że zabrałem mu lniane sznurki,
którymi pociągał litery życiorysu.
Otwórz okno i wyjdź!
Nie trzeba jałmużny natchnień,
haraczu za powielanie tego co i tak istnieje,
bo przecież nie tworzyłem tego świata.
Więc po co mam o nim pisać.
Zgubiłem tysiąc dłoni, oko czoła
i nie cierpię za miliony dusz na brzegu jeziora
(tego przy którym krystalizowały się kwiaty).
Nawet siostra-mroczna-grzeszna-dziewczynka
zabrała swój plecak gangren z klimatu,
bo wszystko jest już inaczej...
Relikt został wyniesiony na ołtarz
jako świadectwo dojrzałości
i stał się bezwzględną religią.
A czy zostanie słowem?
To już tylko wola Ducha Świętego,
bo nie ja go będę uczył sztuki poezji pisania.
Tancerka tańczy na arenie jedynej dłoni,
a ja wsłuchuję się w melodię stóp
i staram się wyjąć zeń choć jedną nutę,
którą mógłbym zakwasić tak rzadkie już impulsy
wersów, strof z widzialnym-niewidzialnym rymem.
Tancerka. Ta sama, którą mogłem zobaczyć
w reflektorach nocą świecącej włocławskiej rafinerii
i ta sama, która spadła, jak nieprzewidziany deszcz
(bo też wtedy tańczyła w zdaniach mojego życiorysu).
I to się nie zmieni, dopóty nad granitem
nie zamieni palca dla złotej obręczy.
...
Znów ktoś odpisze, że śmierdzi tu prozą,
że zbyt roz(coś tam), zbyt wiele słów
i że nie gramatycznie, a pointy wyraźnej brak.
Nie stanowi to pięciolinii dla moich nut,
bo one dźwięczą swobodnie jak i to co jest mną.
04 lip 2009