11 kwi 2015

Droga Krzyża



WSTĘP: 

Można pogrążyć się w bólu
Cierpieniem odmierzać godziny
I żyć nie żyjąc

Ale właśnie te najgorsze chwile
są miejscem dawania świadectwa
Zapominania o sobie i przypominania o drugim człowieku

Bo Wielki Post to wielkie orzeźwienie
Ducha zalęknionego budzenie
Przemierzanie ulic pozornie bez celu
I po krążkach różańca
Wspinaczka do nieba



I



Co to jest prawda?
Zapytał ten co umywał ręce
Być może te słowa były początkiem
Sumienia albo tego co miało nadejść
 
Kiedy słyszę to pytanie
Czym ona jest
Otulam szczelniej ciepłem
Nikły płomień świecy
Jest siła

Zamilknijmy
prawda i sumienie
Zostaną
Gdy wszystko przeminie
 

II



Mam swój krzyż
Jest wyjątkowy bo mój
Pasuje idealnie do zagłębień
Na moich ramionach
Nie jest za wysoki ani za krótki

Kiedyś chciałem go zrzucić
Pozostały rany i nie chciały się zabliźnić
Dopóki nie przytuliłem do niego twarzy
Wtedy ktoś czule dotknął
Moich pół przymkniętych oczu

A później pamiętam już tylko
Że otoczyła mnie miłość


III


Zły będzie sprawiał że zawsze będziesz „na nie”
Czegoś wciąż za mało za dużo
Albo nie tak jak byś chciał żeby było
Popsuje każdy moment szczęścia
Ukrytego w wielkich wydarzeniach ale i w małych
Codziennych cudach

Ten niedosyt sprawi że zapomnisz o dobru
Jakie dają Ci ludzie
Nie dostrzeżesz uśmiechu
Wyciągniętej dłoni w czułym geście

 A potem rzuci Cię w rozpaczy na kolana
I będzie grał z Tobą w karty o życie

Wtedy wystarczy z miłością zawołać do Pana
Uwierzyć w sens tego co było i co będzie
A wróci radość z bycia
Po prostu
I (nie) zwykłego czekania
Na wschód słońca






IV



Łaskawa Kielecka, Nieustającej Pomocy, Czarna Madonna
Przybierasz Maryjo tak wiele imion
Aby każdy znalazł miejsce w Twoich ramionach

Kryjesz się w obrazach w  ramach  drewnianych
Posrebrzanych
Z zatkniętą różą w rogu
Przewieszonym różańcem
Jak czyimś rozpłakanym cierpieniem
Czy szczęściem

Pomódl się dziś proszę
Abym zawsze Ciebie dostrzegał
Na rozwidleniu moich dróg


V



Czasami będziesz odczuwać głęboką samotność
Wejdź w nią
Zajrzyj do tej studni a zobaczysz gwiazdy
Ich blask przeprowadzi przez ponure doliny

Czasami odczujesz ogromną nienawiść od ludzi
Złóż wtedy dłonie do modlitwy
A potem wstań z przygnębienia i zapomnij
Oddech wchodzącego słońca pogłaszcze po twarzy

Czasami odczujesz bezradność a wokół świat ze szkła
Uderz w niego mocną wiarą
Nie skaleczysz się żadnym odłamkiem
Czasami nie będziesz rozumieć drugiego człowieka
Skrzywdzi ominie spojrzeniem
Poczekaj na niego
Bo teraz on sam siebie nie rozumie
A jutro przybiegnie ze słowem słonecznym


VI



Proś i ufaj, że On Cię wysłucha
ufaj, prosząc o miłosierdzie
bądź miłosierny dla innych
zapominając o sobie
usiądź z Nim i po prostu bądź
pogadaj jak z przyjacielem
a potem idź do ludzi aby ich pocieszać
i mówić z nimi o Miłości

bo Słowo ma moc szczególnie to Boże
a ludzkie kiedy jest dobre
odbija refleksy niebieskiego Światła


VII





tak zupełnie za nic
uwalniasz od kajfaszów judaszów piłatów
a ja wspinam się po pocałunkach srebrnikach

do miejsc które mam tak naprawdę
i miejsca mnie mają
do końca

VIII


Bo musi być sens
że boli
że zmęczone oczy
godziny łzą rozpisane
w czarno białe tęcze

przecież czas miłosierny
kiedyś
rozplącze boleśnie zawiązane rany
doleje oliwy
do gasnącej lampy

IX



Miłość podnosiła się z mozołem
Wspinając do nieba
Po drodze zgarniała obfite żniwo
Ludzkich uczuć i przeczuć

Rozsypała łzy jak ziarna
Dotąd niczyje i obumarłe
I  w górę strzelały z nich
Dawno już wyczekiwane słowa
Pocieszenia



X


Szata rozdarła się
Z jękiem
Jezus stał jednak niewzruszony
Obleczony w światło

I zasłaniał sobą
Wstyd upokorzonych



XI

Wbijają gwoździe strachu, nienawiści,
Grzechu i ciekawości
Jezus wszystkie przyjmuje

Aby zanieść do Ojca
I prosić o zbawienie
Dla nich



XII


Miłość zmierzała w kierunku na Krzyża
Słabło jej ciało

We wnętrzu jednak tętniło dobro
Rozsadzało serce
Kiedy tak bardzo chciało zrobić w sobie miejsce
Dla każdego
Pękło

Posypały się z Krzyża iskry bożej miłości
Zapalając nadłamane knotki,
Nawadniając spaloną glebę

XIII


Śmierć przegląda się w życiu  
A życie w śmierci
Z tego przenikania rodzi się Miłość

Drzewo o mocnych korzeniach
I wiosennych listkach

Nie zatrzymasz tego tańca życia i śmierci
Z martwych powstawania

XIV



Już cicho jest
Bezpiecznie
Święte odpocznienie

Krzyż wywyższył człowieka
Który łaknął chleba
I nie wiedział że w nim  pustka była
Co pragnęła jedynie Boga i nieba